Info
Więcej o mnie.
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2010
Zalicz Gmine
OPENCACHING
Moje Plany...
- Warszawa
- Annaberg nocą
- Wrocław
- Nad Bałtyk
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec4 - 0
- 2026, Maj12 - 0
- 2026, Kwiecień11 - 0
- 2026, Marzec8 - 0
- 2026, Luty21 - 0
- 2026, Styczeń12 - 0
- 2025, Listopad9 - 0
- 2025, Wrzesień5 - 0
- 2025, Sierpień7 - 0
- 2025, Lipiec2 - 0
- 2025, Czerwiec1 - 0
- 2025, Maj7 - 0
- 2025, Kwiecień2 - 0
- 2025, Marzec1 - 0
- 2025, Luty10 - 0
- 2025, Styczeń10 - 0
- 2024, Grudzień2 - 0
- 2024, Listopad1 - 0
- 2024, Wrzesień3 - 0
- 2024, Sierpień3 - 0
- 2024, Lipiec12 - 0
- 2024, Czerwiec2 - 0
- 2024, Maj19 - 0
- 2024, Kwiecień3 - 0
- 2024, Marzec4 - 0
- 2024, Luty5 - 0
- 2024, Styczeń11 - 0
- 2023, Grudzień21 - 0
- 2023, Listopad13 - 0
- 2023, Październik4 - 0
- 2023, Wrzesień23 - 0
- 2023, Sierpień17 - 0
- 2023, Lipiec7 - 0
- 2023, Czerwiec19 - 0
- 2023, Maj16 - 0
- 2023, Kwiecień8 - 0
- 2023, Marzec11 - 0
- 2023, Luty5 - 0
- 2023, Styczeń16 - 0
- 2022, Grudzień2 - 0
- 2022, Listopad11 - 0
- 2022, Październik6 - 0
- 2022, Wrzesień11 - 0
- 2022, Sierpień42 - 0
- 2022, Lipiec35 - 0
- 2022, Czerwiec48 - 0
- 2022, Maj16 - 0
- 2022, Kwiecień2 - 0
- 2022, Marzec5 - 0
- 2022, Luty4 - 0
- 2022, Styczeń22 - 0
- 2021, Grudzień9 - 0
- 2021, Listopad3 - 0
- 2021, Październik1 - 0
- 2021, Wrzesień1 - 0
- 2021, Czerwiec7 - 1
- 2021, Styczeń5 - 0
- 2020, Październik1 - 0
- 2020, Lipiec8 - 0
- 2020, Czerwiec12 - 0
- 2020, Maj5 - 0
- 2020, Kwiecień2 - 0
- 2019, Wrzesień2 - 0
- 2019, Sierpień19 - 0
- 2019, Lipiec8 - 0
- 2019, Czerwiec20 - 0
- 2019, Maj3 - 0
- 2019, Kwiecień2 - 3
- 2019, Marzec12 - 0
- 2019, Luty2 - 0
- 2019, Styczeń2 - 1
- 2018, Listopad1 - 0
- 2018, Październik15 - 0
- 2018, Wrzesień3 - 0
- 2018, Sierpień17 - 0
- 2018, Lipiec14 - 0
- 2018, Czerwiec13 - 0
- 2018, Maj21 - 3
- 2018, Kwiecień25 - 0
- 2018, Marzec10 - 0
- 2018, Styczeń5 - 0
- 2017, Listopad16 - 0
- 2017, Październik29 - 2
- 2017, Wrzesień26 - 0
- 2017, Sierpień29 - 1
- 2017, Lipiec35 - 1
- 2017, Czerwiec34 - 0
- 2017, Maj29 - 2
- 2017, Kwiecień29 - 2
- 2017, Marzec30 - 3
- 2017, Luty14 - 1
- 2017, Styczeń6 - 0
- 2016, Grudzień10 - 0
- 2016, Listopad28 - 1
- 2016, Październik30 - 6
- 2016, Wrzesień12 - 3
- 2016, Sierpień27 - 4
- 2016, Lipiec23 - 1
- 2016, Czerwiec13 - 0
- 2016, Maj26 - 2
- 2016, Kwiecień26 - 3
- 2016, Marzec22 - 1
- 2016, Luty19 - 3
- 2016, Styczeń31 - 3
- 2015, Grudzień18 - 9
- 2015, Listopad13 - 5
- 2015, Październik19 - 21
- 2015, Wrzesień18 - 2
- 2015, Sierpień10 - 4
- 2015, Lipiec21 - 1
- 2015, Czerwiec23 - 7
- 2015, Maj17 - 4
- 2015, Kwiecień10 - 18
- 2015, Marzec4 - 10
- 2015, Luty1 - 1
- 2015, Styczeń16 - 3
- 2014, Grudzień20 - 8
- 2014, Listopad17 - 12
- 2014, Październik28 - 10
- 2014, Wrzesień29 - 8
- 2014, Sierpień24 - 19
- 2014, Lipiec40 - 23
- 2014, Czerwiec24 - 31
- 2014, Maj39 - 55
- 2014, Kwiecień38 - 30
- 2014, Marzec19 - 17
- 2014, Luty29 - 24
- 2014, Styczeń29 - 11
- 2013, Grudzień5 - 9
- 2013, Listopad14 - 18
- 2013, Październik24 - 25
- 2013, Wrzesień30 - 28
- 2013, Sierpień29 - 20
- 2013, Lipiec15 - 3
- 2013, Czerwiec19 - 6
- 2013, Maj33 - 32
- 2013, Kwiecień25 - 33
- 2013, Marzec11 - 23
- 2013, Luty15 - 40
- 2013, Styczeń27 - 34
- 2012, Grudzień28 - 51
- 2012, Listopad23 - 28
- 2012, Październik23 - 21
- 2012, Wrzesień23 - 4
- 2012, Sierpień10 - 1
- 2012, Lipiec6 - 1
- 2012, Czerwiec5 - 4
- 2012, Maj6 - 1
- 2012, Kwiecień11 - 2
- 2010, Sierpień3 - 0
- 2010, Lipiec1 - 0
- 2010, Czerwiec1 - 0
- 2010, Maj1 - 0
Dane wyjazdu:
160.79 km
3.00 km teren
08:39 h
18.59 km/h:
Maks. pr.:46.50 km/h
Temperatura:31.0
Koszt wyjazdu: (zł)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Merida CROSSWAY 5-V
Pojechoł Ślązok do Warszawy :)
Niedziela, 13 lipca 2014 · dodano: 15.07.2014 | Komentarze 8
To miał być nisko budżetowy wyjazd do stolicy, w planach było zobaczyć jak najwięcej za jak najmniej wydanych złociszy.Po części plan się udał bo na bilety autobusowe wydałem 4zł ( dojazd i powrót) + 13 zł kebab (jeden z celów wycieczki) + Fanta 3,99zł. Udało mi się zobaczyć sporą część Warszawy a ponadto aby zabić trochę czasu wyjechałem na południe do miejscowości Góra Kalwaria. Po powrocie do stolicy spotkałem się z Danielem (LeeFuks) który oprowadził mnie dokładnie po zakamarkach Warszawy. W Warszawie byłem od 4.30 do 20.00 zobaczyłem bardzo dużo wiec wyjazd można zaliczyć do udanych. Wiecej na zdjęciach:

Witamy w stolicy © włóczykij

Latarnik gaszący latarnie na Agrykoli © włóczykij

Łazienki Królewskie o 5 rano © włóczykij

Pomnik Chwała Saperom © Włóczykij

Basen Narodowy widok zza Wisły © włóczykij

Drugi trzon Kolumny Zygmunta zniszczony w 1944r © włóczykij

Zamek i kolumna o poranku © Włóczykij

Warszawskie uliczki © włóczykij

Rynek © włóczykij

Pałac Prezydencki © włóczykij

Grób Nieznanego Żołnierza © włóczykij

Kościół © włóczykij

Ciekawe zdobienia budynków © włóczykij

Basen Narodowy :) © włóczykij

Most Poniatowskiego – zbudowany w latach 1904–1914 most przez Wisłę w Warszawie © włóczykij

Kościół Zbawiciela, stojący przy placu, któremu dal nazwę, jest jednym z nielicznych ocalałych zabytków przedwojennej Warszawy © włóczykij

Nie miałem ze sobą zapałek © włóczykij

Smacznego mała © włóczykij

Działko przeciwlotnicze - Góra Kalwaria © włóczykij

Szyneczka turystyczna z prowizoryczną łyżeczką © włóczykij

Świątynia Opatrzności © włóczykij

Podjazd do wpychania rowerów © włóczykij

Muzeum wojska Polskiego © włóczykij

Wybieg dla niedźwiedzi niemal w centrum miasta © włóczykij

Syrenka wersja oryginalna © włóczykij

Taka se karykatura :) © włóczykij

Pałac Kultury i Nauki © włóczykij

Tłumy ludzi na Warszawskich uliczkach © włóczykij

Na tarasie widokowym © włóczykij

Widok z Pałacu Kultury i Nauki © włóczykij

Widok z Pałacu Kultury i Nauki © włóczykij

Widok z Pałacu Kultury i Nauki © włóczykij
Kategoria Planowane wypady, Wycieczki Rowerowe
Dane wyjazdu:
485.63 km
0.00 km teren
17:35 h
27.62 km/h:
Maks. pr.:69.95 km/h
Temperatura:31.0
Koszt wyjazdu: (zł)
HR avg: (%)
Podjazdy:3300 m
Kalorie: kcal
Rower:White Bike
V Ślaski maraton rowerowy
Niedziela, 29 czerwca 2014 · dodano: 29.06.2014 | Komentarze 13
"Jeśli jesteś wytrwały w dążeniu do osiągnięcia celu,
zdobędziesz wszystko, czego tylko zapragniesz"

Jedziem po rekord © włóczykij
zdobędziesz wszystko, czego tylko zapragniesz"

Jedziem po rekord © włóczykij
Przygotowania
W przygotowania mogę zaliczyć tylko zjedzenie owsianki rano aby zapchać żołądek, bo poza tym nie przygotowywałem się do startu wcale, ponadto nawet w tym roku nie jeździłem na szosie, poza jednym wyjazdem do roboty :)
Dojazd
W związku z tym że w piątek szedłem jeszcze na noc do pracy i kończyłem ją o 6 rano w sobotę, nie miałem szans dojechać rowerem - mimo że to tylko 50 km, postanowiłem dojechać samochodem z rowerem w bagażniku. Z domu wyjechałem o 13 aby mieć zapas czasowy, do Radlina dojeżdżam w niecałą godzinkę, wyciągam rower, składam go, przebieram się po czym zauważam że nie ma butów... pal licho jeśli to by były zwykłe buty ale miałem założone pedały SPD SL, więc w zwykłych butach jazda była by raczej niemożliwa a na pewno mocno utrudniona. Długo się nie zastanawiając biegnę się zarejestrować, wpłacam 20 zł kaucji, pobieram pakiet startowy i biegnę do auta - postanowiłem wracam do Rudy Sl. po buty, po drodze nachodzi mnie jeszcze myśl aby w sklepie rowerowym kupić zwykle pedały platformowe, szybko ta myśl wybijam z głowy, bo przecież te buty mają zerową wentylację... Ok buty były w szafie to obieram drugi raz kurs na Radlin, jakby pecha było mało samochodny zaczął szwankować, zaczął okropnie szarpać (efekt podobny do zbyt szybkiego puszczenia sprzęgła przy ruszaniu - tylko że podczas jazdy) teraz już tylko się modliłem aby dojechać przynajmniej do Rybnika. Jakoś udało się dojechać do Radlina, szybko parkuję auto i biegnę na odprawę.
Odprawa Techniczna
Gdybym wiedział że ta odprawa będzie tak wyglądała, nie jechałbym na złamanie karku samochodem do domu. Kilka mało istotnych zdań i filmik z którego nie szło za dużo wywnioskować. Po odprawie przebrałem się i udałem się na miejsce startu i po małej rundce po Radlinie czekałem na start mojej grupy.
Start - pętla pierwsza
Nadszedł czas startu, razem z nami startuje ?dwuletnia? córka jednego z zawodników "szczepana" z forum PR, w mojej grupie 5 jedzie jeszcze góral nizinny, niestety za wysokie progi dla mnie, zostaję w tyle w myśl mojej taktyki ( jechać spokojnie ale jak najszybciej dogonić eranis i djtronika, bo byłem pewien że oni na spokojnie pokonają ten dystans, a poza tym nikogo innego na tym maratonie nie znałem). Trasa w rzeczywistości okazała się dużo łatwiejsza niż przypuszczałem, przerażały mnie górki w okolicach Cieszyna, ale nie taki straszy diabeł jak go malują :) Dystans 150 km przejechaliśmy w grupie ok 8 osób która uformowała się w Bąkowie na ok 35km. niemal całą trasę prowadziła eranis, byłem pod wrażeniem a gdy zobaczyłem że pedałuje w sandałach to już całkiem mnie zatkało.
Pętla druga
Po zjedzeniu pysznego bograczu i ubraniu bluzy postanowiłem od razu startować, w tym samym czasie zauważyłem ze chłopaki z którymi przyjechałem w grupie też zbierają się do jazdy, czekamy jeszcze na eranis i djtronika ale coś ich zatrzymuje, postanawiam ruszać. jedzie się dobrze co chwilę wyprzedzamy pojedynczych kolarzy średnia ok 30-40, wszyscy cisną a ja zapominam o moim planie, powoli grupka słabnie a ja jestem naładowany pełny energii, postanawiam zaatakować. Wyskakuję na prowadzenie i po ciemku cisnę do przodu, widząc mój atak dołączyło do mnie duch kolesi razem ciśniemy aż do wiślanki, tam robię pauzę na siku oni jadą dalej. Jadąc wiślanką zauważam dwóch kolesi na przystanku,czekają na mnie - super nie muszę pod wiatr jechać solo. Dopada mnie kryzys ale staram się jak mogę i ciągnę za nimi, po chwili doganiamy dwójkę w koszulkach 1008, w piątkę jedzie się raźniej i jakoś dociągamy w kupie do Ustronia pomimo huraganowego wiatru prosto w twarz . Na punkcie postanawiam zaczekać na eranis i djtronicka. Czekam z dobre 30 min na ich przyjazd i kolejne 10 aż się pozbierają. ruszamy jadę z nimi do świateł, przeskakujemy przez wiślankę i na pierwszym podjeździe widzę że dzieje się coś złego Janek pozostaje w tyle, Mi brakuje przełożenia żeby jechać tak wolno, w swoim tempie wkulałem się na górkę a oni daleko w tyle. Postanawiam jechać solo, może kogoś dopadnę, zakładam jeszcze słuchawki i puszczam muzykę w telefonie, wgrane miałem kilkanaście utworów RAMMSTEINA - tak cisnąłem po tych górkach że nawet nie wiem kiedy je przejechałem :) A dodatkowo na jednym ze zjazdów zaliczyłem prędkość 70km/h nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to że jechałem w słabym świetle :) Pierwszych kolarzy doganiam dopiero w Zebrzydowicach i tam tylko odbijam kartę w punkcie kontrolnym i ruszam za chłopakami. Zaczyna świtać a ja coraz bardziej słabnę,już wiem że ciężko będzie skończyć 450km jakoś udało mi się pokulać do mety drugiej pętli. Usiadłem i zacząłem się poważnie zastanawiać.
Pętla trzecia ostatnia
Siedzę na schodach i meczę suchą drożdżówkę na bogracz już nie mam ochoty, jakoś mnie zatyka, jest ciężko - mam poważny kryzys. Podchodzi do mnie starszy gościu z którym przejechałem dłuższe fragmenty maratonu i pyta się: "jedziesz?" odpowiedziałem "jadę", jakoś siadłem na rower i zacząłem się toczyć tylko 15km udało mi się utoczyć, wpadłem w żabkę zakupiłem RED BULLA i colę. Po godzinie dostałem kopa i mogłem w miarę normalnie jechać. W Ustroniu już tak mocno nie wiało jak w nocy ale wiatr i tak był mocny, potem było już tylko gorzej, czarne myśli miałem przed oczami, nawet dłonie już nie chciały trzymać kierownicy. Jednym słowem tragedia w Godowie zatrzymałem się pod sklepem kupiłem puszkę Coli i tak siedziałem z 30 minut w miedzy czasie przejechał kolarz za samochodem Pickup, zapieprzał chyba z 70km/h na prostym odcinku. jak się potem dowiedziałem był to jeden z dystansu 150km. To się nazywa jazda fair play, a mnie chcieli zdyskwalifikować za jazdę bez kasku :/ Brak słów. Po dojeździe na metę nawet specjalnie się nie cieszę, myślę tylko o prysznicu, szybko wbijam w szatnię wchodzę do pomieszczenia z prysznicami a tam szok, półnaga kobitka :) Ja w szoku, ona w jeszcze większym, jak się później okazuje rygle są ale z zewnątrz a nie od środka :) Taki se ewenement :) Biorę prysznic i jadę do domku po żonkę i synka, też chcieli być na zakończeniu:)
Kategoria Maraton
Dane wyjazdu:
64.95 km
3.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:70.00 km/h
Temperatura:20.0
Koszt wyjazdu: (zł)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Merida CROSSWAY 5-V
Pieniny - dzień 4
Niedziela, 22 czerwca 2014 · dodano: 13.09.2014 | Komentarze 2

Już na Słowacji © włóczykij

Stara Lubovna top dzisiejszy nasz cel © włóczykij

Zamek w Starej Lubovnej © włóczykij

Zamek w Starej Lubovnej © włóczykij

Z Księżniczkami :) © włóczykij

Stara Lubovna Zamek © włóczykij

Piękne krajobrazy © włóczykij

Jakaś tam wiocha © włóczykij

Cerkiew w jakiejś tam wiosce © włóczykij

Drugi raz w tym roku boso przez wodę © włóczykij

Przydrożne krzyże © włóczykij

Kładka nad Dunajcem łącząca Polskę i Słowację © włóczykij
Kategoria Wycieczki Rowerowe
Dane wyjazdu:
4.53 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
Koszt wyjazdu: (zł)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Merida CROSSWAY 5-V
Pieniny - dzień 3
Sobota, 21 czerwca 2014 · dodano: 13.09.2014 | Komentarze 0
Dzień praktycznie bez rowera, bo z rana poszliśmy w góry a wieczorem małe piwkowanie, przejechany dystans to dojazd do sklepu po piwko i jedzonko na kolację.
Święta Kinga na Zamkowej Górze © włóczykij

Widok na Dunajec ze Szlaku na Trzy Korony © włóczykij

Widok z Trzech Koron na Sromowce Niżne © włóczykij

Miejscowy artysta © włóczykij
Kategoria Razem z Żonką, Razem z Mateuszkiem
Dane wyjazdu:
95.00 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
Koszt wyjazdu: (zł)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Merida CROSSWAY 5-V
Pieniny - dzień 2
Piątek, 20 czerwca 2014 · dodano: 04.07.2014 | Komentarze 1

Góralska zabudowa w Sromowcach Niżnych © Włóczykij
Na dzisiejszy dzień mieliśmy zaplanowany objazd jeziora Sromowieckiego oraz jeziora Czorstyńskiego a żeby jak najlepiej wykorzystać czas w Pieninach umówiliśmy się na wyjazd o 8.00. w porównaniu do wczorajszego dnia pogoda trochę się zepsuła, w nocy padał deszcz a drogi jeszcze nie wyschły, niebo także było cały czas za chmurami. Postanowiliśmy okrążyć oba jeziora zgodnie z ruchem wskazówek zegara i tak przez Niedzicę, Falszyn dojechaliśmy do wsi Dębno gdzie przejechaliśmy przez Dunajec i obraliśmy kierunek powrotny i tak przez Maniowy wjechaliśmy do Czorsztyna gdzie chcieliśmy wejść na zamek,niestety wszystko pozamykane mi jakoś udało przejść przez drut kolczasty i wdrapać na mur aby porobić kilka fotek. Dalej już udaliśmy się prosto na kwatery aby zjeść obiadek i ruszyć w dalsza drogę tym razem z Żonami do Szczawnicy.

Zamek w Niedzicy © Włóczykij

Uwaga Duchy! © Włóczykij

Kasztel we Frydmanie © Włóczykij

Wypas owiec i psów pasterskich - trzeba było spieprzać :D © Włóczykij

Podjazdy, podjazdy, podjazdy © Włóczykij

Ruiny zamku w Czorsztynie © Włóczykij

Zamek niestety był zamknięty © Włóczykij

Takie widoki mieliśmy przez 4 dni © Włóczykij

W przystani flisackiej © Włóczykij

Przygotowywanie do spływu © Włóczykij

Przyjechali na szychta, choby na śląsku pod kopalnią © Włóczykij
Z Sromowców Niżnych wystarczy przejechać nad Dunajcem nowo wybudowaną kładką pieszo rowerową na stronę Słowacką i kierować się w stronę Czerwonego Klasztoru, to własnie tam zaczyna się malownicza droga pieszo rowerowa aż do Szczawnicy ok 10 km bez żadnego samochodu w okół tylko las i góry a z prawej strony Dunajec... widoki naprawdę cudowne.
O ile droga do Szczawnicy jest łatwa prosta i przyjemna, to na miejscu już jest tragedia bo ludzi dużo, drogi wąskie a z przyczepka niema się gdzie ruszyć, dlatego zahaczamy tylko o dwa sklepy robimy kilka fotek i zawracamy do Sromowców na kwatery.

Przełom Dunajca © Włóczykij

Jademy se © Włóczykij

We Szczawnicy - pijalnia © Włóczykij

To zostawię bez komentarza © Włóczykij

We Szczawnicy © Włóczykij

Jada se z modym © Włóczykij

Zabytkowy kościół św. Katarzyny z XVI wieku © Włóczykij

Zabytkowy kościół św. Katarzyny z XVI wieku © Włóczykij

Zabytkowy kościół św. Katarzyny z XVI wieku © Włóczykij

Moje kochane maki a w tle Trzy Korony © Włóczykij

Wypas owiec © Włóczykij
Kategoria Razem z Mateuszkiem, Razem z Żonką
Dane wyjazdu:
18.60 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
Koszt wyjazdu: (zł)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Merida CROSSWAY 5-V
Pieniny - dzień 1
Czwartek, 19 czerwca 2014 · dodano: 02.07.2014 | Komentarze 6
Rodzinny wyjazd na 4 dni w PieninyCzego człowiek może chcieć więcej: rodzinka, rowery, góry, słońce i daleko od domu.
Noclegi mieliśmy zapewnione w prywatnym domku we wsi Sromowce Niżne nad Dunajcem - miejscowość słynąca ze spływów tratwami. A jak dla mnie jest to idealna baza wypadowa na wypady rowerowe te dalsze jak i te rodzinne po okolicy. Osobiście mogę polecić każdemu kto chciałby spędzić czas z rodziną na rowerach.
W pierwszy dzień objechaliśmy z rana całą wieś, zaskoczyła mnie ilość rowerzystów których było dużo więcej niż pieszych.

Ołtarz an Boże Ciało z tratwą flisacką © Włóczykij

KOtek © Włóczykij

W tle Trzy Korony © Włóczykij

Spływ tratwami © Włóczykij

Cerveny Klastor na Słowacji © Włóczykij

Cerveny Klastor © Włóczykij

Pieczątką © Włóczykij

Mateo © Włóczykij

Wycieczka go wymęczyła © Włóczykij

Być na Słowacji i się nie napić Kofoli to byłby grzech © Włóczykij

Rodzinka w komplecie © Włóczykij
Kategoria Razem z Mateuszkiem, Razem z Żonką
Dane wyjazdu:
136.83 km
1.00 km teren
06:31 h
21.00 km/h:
Maks. pr.:30.00 km/h
Temperatura:46.6
Koszt wyjazdu: (zł)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Merida CROSSWAY 5-V
Dzień 4 - Na Wschód (Narol - Przemyśl)
Niedziela, 8 czerwca 2014 · dodano: 02.07.2014 | Komentarze 4
Wstajemy ok 7.00. Budzi nas śpiew księdza, jak się później okazuje rozbiliśmy namioty nieopodal cmentarza i kościoła, a myśleliśmy ze kładziemy się pośrodku lasu ale i tak była to jedna z lepszych miejscówek w których spałem pod namiotem... mała polanka, zapach lasu i do tego śpiew ptaków, aż chciało się tu zostać dłużej,ale czas goni - dziś dojechać musimy do Rzeszowa skąd rozjeżdżamy się do domów.
Poranek na polance © włóczykij
Początkowo obieramy kurs na Horyniec Zdrój - miejscowość uzdrowiskową leżącą tuz przy granicy z Ukrainą, w sumie miejscowość mnie nie urzekła, dobre miejsce na pasywny wypoczynek dla emerytów, nie dla mnie. My tylko zaglądamy w okolice pałacu w którym obecnie mieści się uzdrowisko, ja postanawiam jeszcze zajrzeć do punktu Informacji Turystycznej, ale oczywiście jak to w niedziele punkt był zamknięty (bo przecież w niedziele turyści siedzą w domach, nie zwiedzają :) ), przed wyjazdem z miasta wstępujemy jeszcze do sklepu. gdy Daniel robi zakupy, zaczepia mnie miejscowy pijaczek, który prosi mnie o kupno wina, ja go szybko zbywam i w między czasie wraca Daniel który od razu jest zaczepiany przez menela.
Z Horyńca uciekamy szybko bo czas nas dziś goni nieubłaganie,nawet powolni knujemy plan B,na wszelki wypadek gdybyśmy nie zdążyli do Rzeszowa

Przerwa na obiadek © włóczykij

Cerkiew w Woli Wielkiej © Włóczykij

Cerkiew po II wojnie światowej, do 1994, pełniła funkcję kościoła filialnego parafii Matki Bożej Śnieżnej w Łukawicy © man222

Cerkiew greckokatolicka pw. Opieki NMP - wzniesiona w 1755 r © Włóczykij

Cerkiew w Woli Wielkiej © Włóczykij

Cerkiew św. Dymitra Męczennika w Łukawcu © Włoczykij
Około 13 postanawiamy zatrzymać się na przerwę obiadową, w ruch znów idą kuchenki gazowe i makaron + sos, jedzenie może nie wytrawne i trochę już monotonne ale za to bardzo syte. Zatrzymaliśmy się nieopodal drogi w drewnianej altance, jak się później okazało na prywatnej działce ale nikt nas nie gonił, a przynajmniej byliśmy osłonięci od słońca które dziś dawało nam popalić. Na jedzeniu i rozmowach ucieka nam prawie 1,5 godziny. Gdy wychodzimy spod wiaty słońce grzeje jeszcze bardziej, nie wróży to przyjemnej podróży, na twarzy Daniela widać już zmęczenie, ja także nie ukrywam że ciężko mi się jedzie, czuję przejechane prawie 600km w 4 dni. Po drodze mijamy kilka cerkwi, ale wszystkie pozamykane poza jedną w Miękiszu Starym... Cerkiew otwarta bo to już ruina... My robimy małą sesję i jedziemy dalej...

Cerkiew greckokatolicka pw. Pokrow Przeświętej Bogarodzicy w Miękiszu Starym © Włóczykij

Cerkiew greckokatolicka pw. Pokrow Przeświętej Bogarodzicy w Miękiszu Starym © Włóczykij

Cerkiew greckokatolicka pw. Pokrow Przeświętej Bogarodzicy w Miękiszu Starym © Włóczykij

Po drodze mijaliśmy bunkry lini Mołotowa © Włóczykij

Dojazdówka do Przemyśla © Włóczykij

Już prawie na miejscu © Włóczykij
Przed Przemyślem wita nas ładne parę kilometrów pagórkowatej drogi, ciągle w górę i dół ale jazdę rekompensuje nam bardzo dobry asfalt i stosunkowo mała ilość samochodów. Sam Przemyśl wita nas zajebistym zjazdem serpentynami do centrum miasta, jeśli się nie myślę ze dobre 2 km zjazdu z super widokami na miasto. W centrum tak nam się podoba że zostajemy na dłużej a do Rzeszowa chcemy podjechać PKP, tak więc na początek udajemy się na dworzec w celu zakupu biletów i sprawdzeniu rozkładu. Następnie atakujemy rynek i zabytkowe uliczki nieopodal centrum, pstrykamy fotki niczym Japończyki, ale niema się co dziwić tak nam się spodobało, Ja nawet obiecałem sobie ze za jakiś czas przyjadę tutaj z Żoną i Synem, zabawić na dłużej.

Zabytkowa zabudowa Przemyśla © Włóczykij

Ulice Przemyśla © Wóczykij

Taka sobie sytuacja :) © Włóczykij

Ludzie na rynku © Włóczykij

Ławeczka Józefa Szwejka w Przemyślu © Włóczykij

Kamienice © Włóczykij

Zapiekanka i energetyk to podstawa :) © Włóczykij

To nie pałac - tylko dworzec PKP w Przemyślu © Włóczykij
My natomiast po sesji na starym mieście udajemy się powoli w okolice dworca, gdzie w małej knajpce wypijamy po piwku a ja konsumuję mega zapiekankę, która przerosła moje oczekiwania ale ze smakiem zjadłem całą.
Następnie udajemy się na dworzec gdzie stoi już podstawiony pociąg który zabierze nas do Rzeszowa. Podróż mija nam niezbyt spokojnie, bo jechaliśmy w przedziale z 3 wesołych "ludziów" którzy przez całą podróż kombinowali gdzie będą spać.
W Rzeszowie od razu udajemy się na dworzec PKS gdzie Daniel ma za godzinę autobus NEOBUSa do warszawy a ja w miedzy czasie kombinuję jak dostać się do Katowic, ale niestety po kolei wypadają mi możliwości powrotu. PKP dopiero o 4.30, natomiast na POLSKIEGO BUSA nie szło już zarezerwować biletu. NEOBUS do Katowic startował dopiero o 1.30 tak wiec ruszyłem na podbój Rzeszowa i objeździłem okoliczne uliczki które nocą miały swój klimat, mimo późnej godziny Rzeszów tętnił życiem mnóstwo ludzi bawiło się w knajpkach, Ja nie chcąc im przeszkadzać udałem się na dworzec PKP gdzie usiadłem na oknie i zacząłem konsumować resztę jedzenia, czekając na NEOBUSA.
Gdy autobus podjechał, kierowca pierwsze co oznajmił to to ze z nimi nie jadę bo nie mają miejsca, przy czym na infolinii poinformowali mnie że nie ma nawet połowy obłożenia kursu, musiało minąć trochę czasu, kilka gorzkich słów poleciało w obie strony, po czym kierowca z łaską pozwolił mi jechać za super cenę 70 zł podczas gdybym kupował ten sam bilet przez internet zapłaciłbym 30 zł. Brak słów, ale zmęczenie i tęsknota robiły już swoje i chciałem być jak najszybciej w domu.

Dworzec PKS w Rzeszowie © Włóczykij

Rzeszów nocą - kładka nad główną ulicą © Włóczykij

Rzeszów nocą - kładka na główną ulicą © Wóczykij

Rzeszów nocą - kładka nad główną ulicą © Włóczykij

Rzeszów nocą © Włóczykij
Rzeszów nocą © Włóczykij
Rzeszów nocą - ratusz ze zmieniającym się podświetleniem okien © Włóczykij
Wyjazd można w 100% uznać za udany chociaż nie w pełni wykonaliśmy plan. Ja ci również Daniel dziękuje za wspólnie spędzony czas i mam nadzieję ze jeszcze kiedyś mnie zabierzesz z sobą na wyjazd, pomimo mojego niezdecydowania i marudzenia. A zdjęcia wyślę lada dzień bo jeszcze dochodzę do siebie po Maratonie. Pozdrawiam
Kategoria Z sakwami
Dane wyjazdu:
162.76 km
2.00 km teren
07:48 h
20.87 km/h:
Maks. pr.:47.09 km/h
Temperatura:31.0
Koszt wyjazdu: (zł)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Merida CROSSWAY 5-V
Dzień 3 - Na Wschód (Horodło - Narol)
Sobota, 7 czerwca 2014 · dodano: 24.06.2014 | Komentarze 1
Dziś wstajemy niezwykle późno, bo dopiero o 9, a wszystko przez te wygodne łóżko. Długo nie zwlekając wyskakujemy z łóżek , ubieramy się i wychodzimy z pokoju i to co widzimy zwala nas z nóg, suto zastawiany stół min smażona ryba sierpnica(?), sałatka z pomidorów, ser, szyneczka. Nie spodziewaliśmy się ani troszkę, a tym bardziej nie chcieliśmy robić takiego problemu ale dla pani Janiny niema problemów, na pogaduszkach czas ucieka a kilometrów nie przybywa... po śniadanko ostatnie rzeczy wędrują do sakw a w między czasie spłukujemy jeszcze błoto z naszych rowerów. O 11 startujemy, pani Janina prosi jeszcze abyśmy zostali jeszcze na obiad, niestety musieliśmy odmówić więc robimy pamiątkowe zdjęcie i ruszamy w drogę... choć nie do końca. gospodyni postanawia oprowadzić nas po wsi i pokrótce opowiada nam o tutejszych zabytkach ale także o problemach w tutejszej gminie.
Z Gospodynią i babcią © włóczykij

Dawna Cerkiew, dawny sklep a obecnie kościół Katolicki w Horodle © włóczykij

Ołtarz © włóczykij
Po 12 żegnamy się ostatecznie i ruszamy w stronę Hrubieszowa gdzie wstępujemy na tutejszy jarmark gdzie zaopatruję się w warzywa na obiad i reklamówkę czereśni, Daniel w knajpce wypija filiżankę kawy i ruszamy dalej bo czas goni nas podjeżdżamy jeszcze pod Cerkiew Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny jest to niewątpliwie najpiękniejsza cerkiew naszego wyjazdu, lecz niestety w remoncie.

Cerkiew © man222

Ruiny zamku w Kryłowie © włóczykij

Malownicze krajobrazy © włóczykij

Wioska Gotów © włóczykij

Krowa © włóczykij
Dalej jedziemy w stronę Masłomęcza, błądząc troszkę po okolicy docieramy do Zagrody Gotów, niestety brakuje troszkę czasu aby wstąpić i pooglądać z bliska, więc robimy trochę zdjęć zza ogrodzenia i jedziemy dalej, jako że głód daje powoli o sobie znać szukamy miejsca gdzie byśmy mogli rozpalić nasze kuchenki i ugotować obiad. Wybór pada na Kryłów gdzie na wyspie na Bugu znajdują się ruiny zamku. Los nam dziś sprzyja, nieopodal zamku, na łące, nad Bugiem stoi wiata z ławkami i stołem idealne miejsce aby odpocząć. we wiacie spędzamy niemal 1,5 godziny gotujemy obiad i omawiamy dalszą drogę i powoli dociera do nas że nie wykonamy dziś naszego planu minimum. No ale skoro jesteśmy przy samym zamku postanawiamy na niego wejść, niestety bardzo się rozczarowujemy, bo ruiny w są w opłakanym stanie, a teren cały zarośnięty wysokimi krzakami. Na zamku tylko parę zdjęć i jedziemy dalej przez Dołchobyczów i Lubycze Królewską, na dworze jest już ciemno a przed nami 50 km, postanawiamy szukać miejsca pod namiot co nie jest takie łatwe ostatecznie rozbrajamy się w Parku Krajobrazowym we wsi Łukawica gmina Narol.

Prowiant w podręcznym barku :) © włóczykij

Cerkiew © włóczykij

Cerkiew © włóczykij

Po ciemku przejechaliśmy kilkadziesiąt km © włóczykij
Gmin: 8
Kategoria Z sakwami
Dane wyjazdu:
171.10 km
0.00 km teren
08:48 h
19.44 km/h:
Maks. pr.:38.49 km/h
Temperatura:29.0
Koszt wyjazdu: (zł)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Merida CROSSWAY 5-V
Dzień 2 - Na Wschód (Lublin - Horodło)
Piątek, 6 czerwca 2014 · dodano: 14.06.2014 | Komentarze 0
Dzień budzi nas nadzwyczaj szybko, bo już o 6 jestem na nogach. Słońce które od samego ranka świeciło tak nagrzało namiot że nie dało się dłużej pospać. Na śniadanko bułeczki śniadaniowe do tego kabanosiki i konserwa, potem szybka toaleta, pakowanie namiotu i możemy ruszać...
Nocleg na Polu © włóczykij
Nogi odpoczęły, w tyłku czuć 200 km z poprzedniego dnia ale już po kilku kilometrach nie czuć dyskomfortu, do centrum Lublina dojeżdżamy krajówką na której od samego rana ciągnie się sznur samochodów i o dziwo jedzie się o wiele lepiej niż wczoraj wieczorem.
Na starówkę dojeżdżamy bez większych problemów kierując się głównie intuicją i raz pytając o drogę aby upewnić się czy jedziemy w dobrym kierunku.
Ja przyzwyczajony do Sląskich miast a szczególności do rynków w tych miastach jestem pod dużym wrażeniem rynku w Lublinie, urzeka swym pięknem, tymi zabytkowymi kamienicami oraz niepowtarzalnymi widokami, ma na miejscu robimy zdjęcia niczym Japończycy... wszystko nam się podoba wszystko chcemy uwiecznić... w miedzy czasie odwiedzamy jeszcze informację turystyczną i udajemy się powoli w kierunku wschodniej granicy.

Lazurowa Kamienica Konopniców © włóczykij

Brama wejściowa © włóczykij

W tle zamek w Lublinie © włóczykij

W tle zamek w Lublinie © włóczykij

Klimatyczne uliczki Lublina © włóczykij

Dziś swój chrzest bojowy przechodziła kuchenka © włóczykij
Wyjeżdżając z Lublina wkraczamy do niemal innego świata... pola, pola, pola, lasy i znów pola... co jakiś czas jakaś wieś lub osada. Nieskazitelna przyroda, czyste powietrze bajkowe krajobrazy i samochody które można policzyć na palcach jednej dłoni, tak nam trasa mija przez niemal cały dzień, co jakiś czas mijamy patrol straży granicznej, panowie bacznie nas obserwują ale na tym się kończy... nie mają zamiaru nas spisywać czy też przeszukiwać naszych sakw wypchanych po brzegi. Dzisiejszą trasę kończymy w Horodle - gminie nadgranicznej położonej nad Bugiem. Nocleg znajdujemy u pani Janiny która mieszaka w małym domku z swoją 90-letnią matką(?), gospodyni zaprasza nas do domu po czy szykuje sytą kolację, miedzy czasie przychodzą także sąsiedzi zobaczyć podróżnych z daleka :) Sąsiadka widzi nawet we mnie zięcia, ale mi jedna teściowa wystarczy :) Gdy chcemy już rozkładać namioty, gospodyni oznajmia nam że nie mam mowy o spaniu pod namiotem i już przygotowała nam posłanie... no to pięknie - dziś śpimy pod dachem

Co jakiś czas przy naszej drodze stały czołgi lub działa - na szczęście pomniki © włóczykij

Dąb BOLKO w Hniszewie © włóczykij

Bocianie gniazda towarzyszyły nam przez całą wycieczkę © włóczykij

Czasami trzeba było ściągnąć buty i iść pieszo © włóczykij

Cały czas wzdłuż Bugu © włóczykij

Nasze rowery na granicy Polsko - Ukraińskiej © włóczykij

Za Bugiem już Ukraina © włóczykij

Ja w całej okazałości © włóczykij

Piękne meandry Bugu © włóczykij

I kolejny czołg © włóczykij

Kopiec Unii Horodelskiej © włóczykij
Kategoria Planowane wypady, Z sakwami
Dane wyjazdu:
211.07 km
1.00 km teren
09:27 h
22.34 km/h:
Maks. pr.:52.37 km/h
Temperatura:28.0
Koszt wyjazdu: (zł)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Merida CROSSWAY 5-V
Dzień 1 - Na wschód! (Kielce - Lublin)
Czwartek, 5 czerwca 2014 · dodano: 10.06.2014 | Komentarze 0
No i przyszedł czas na kolejny w tym roku dłuższy wyjazd, pogoda miała być idealna więc aby w jak największym stopniu wykorzystać wyjazd postanowiłem wziąć dwa dni urlopu i wyjechać w czwartek rano. Pomysł był o tyle niefortunny, bo musiałem jechać praktycznie po powrocie z nocnej zmiany. Plan był prosty - Nocleg w Lublinie ok 22, reszta to totalny spontan, wszystko planowałem po drodze.
W Katowicach na dworcu PKP © man222
Podróż zaczynałem na dworcu PKP w Katowicach, skąd pociągiem teleportowałem się do Kielc w dalszą drogę ruszyłem już rowerem.
Oczywiście zanim znalazłem wylotówkę z Kielc minęło troszkę czasu, ale żeby było śmiesznie była to droga ekspresowa, która po ok 2 km zmieniła się w drogę Krajową nr 74, której już trzymałem się do samego Kraśnika, droga ogólnie spokojna tylko że na odcinku 130 km było max z 20km pobocza, trochę ciężko było się zmieścić z TIRami ale dobry asfalt rekompensował wszystko :)
Po drodze mijałem kilka większych miejscowości ale na dłużnej zatrzymałem się w Opatowie gdzie w cieniu Bramy Warszawskiej zrobiłem sobie przerwę ponadto w mieście znajduje się Kolegiata św. Marcina piękna, zabytkowa świątynia.

Kolegiata św. Marcina © włóczykij
Po dłuższej pauzie ruszyłem w dalszą drogę aby zdążyć na umówione spotkanie z Danielem pod Lublinem, po drodze mijam kopalnię Bazaltu albo jakiegoś innego kamienia a wszystko koło jest białe z pyłu kamiennego, każde przejeżdżające auto podrzucało chmurę pyłu w powietrze, po chwili i ja byłem cały biały. Przejechać musiałem z dobre 10 km i dopiero wtedy jazda stała się przyjemna po czarnym asfalcie, bez kłębów pyłu.

Wisła w Annopolu © man222

Maki na polu © man222
W Annopolu przejeżdżam nad rz. Wisłą która po ostatnich obfitych opadach deszczu jeszcze nie wróciła do swojego koryta. Robię także kilka zdjęć maków rosnących na przydrożnych polach i szybko ruszam w dalszą drogę do Kraśnika, po kilku kilometrach łapie mnie deszcz deszcz jak na złość same pola w około ani przystanku ani żadnej wiaty, przemokłem caluśki ale na szczęście deszcz nie był długi a dojeżdżając do Kraśnika przeschnąłem na tyle że nie musiałem się przebierać.

Ktoś mi mówił ze na wschodzie polski jest płasko © man222
W Kraśniku miałem chwilę załamania, troszkę z powodu chmury która gdzieś tam za mną podążała i w pewnym momencie mnie zlała ale tez z powodu zmęczenia, bo w końcu miałem już 140 km na liczniku w tym z 110 pomiędzy TIRami na drodze krajowej bez pobocza. Po sprawdzeniu rozkładu PKP rezygnuje jednak z pociągu (który miał jechać za godzinę) i postanawiam znaleźć wylotówkę na Lublin a dokładnie DK 19 i to była dopiero niespodzianka gdy zobaczyłem ze droga ta ma piękne szerokie pobocze i nie przeszkadzał mi nawet ogromny ruch na tej drodze, sznur TIRów ciągnął się do samego Lublina a ja spokojnie turlałem się do celu. Gdy wjeżdżałem w granice miasta, było już całkiem ciemno, telefonicznie uzgadnialiśmy na bieżąco miejsce spotkania, w końcu sam przedzieram się przez Miasto i szukam wylotówki na Warszawę DK 12.
Spotykamy się ok 20 km za Lublinem, robimy ostatnie zakupy na stacji benzynowej, kupujemy wodę na jutro i piwko na kolację, po czym jedziemy szukać miejscówki pod namiot, co udaje się po ok 30 min. Kładę się spać parę minut po północy.
Nowych gmin: 17
Kategoria Planowane wypady, Z sakwami

